Press "Enter" to skip to content

Powstaje jedna z największych stref wolnego handlu

Podczas szczytu Unii Afrykańskiej odbywającego się w marcu tego roku w stolicy Rwandy, Kigali, zebrali się przedstawiciele państw afrykańskich w celu podpisania umowy o wolnym handlu w przestrzeni geograficznej Czarnego Lądu. W skład Unii Afrykańskiej wchodzą wszystkie kraje (55) kontynentu afrykańskiego. Umowa handlowa znosząca bariery handlowe między państwami była by jedną z największych stref handlowych pod względem liczby krajów, biorących udział w tej inicjatywie, od czasu uformowania się Światowej Organizacji Handlu (WTO).

W czasie pięciodniowego szczytu, umowę o Afrykańskim Kontynentalnym Obszarze Wolnego Handlu (AFCTA) podpisało 44 członków Unii Afrykańskiej, natomiast wstrzymało się 11 członków. Wśród krajów, które na chwilę obecną nie zdecydowały się na zatwierdzenie umowy, znajdują się dwie największe gospodarki Czarnego Lądu, czyli Nigeria oraz Republika Południowej Afryki. AFCTA będzie wiążąca w ciągu 30 dni od ratyfikacji umowy przez przynajmniej 22 kraje członkowskie Unii Afrykańskiej. Od chwili podpisania tej umowy, każdy parlament z 44 krajów zobowiązał się w ciągu 18 miesięcy do zatwierdzania i ratyfikacji umowy w swoim kraju. Następnym etapem procesu zatwierdzania AFCTA będzie ustalenie zasad inwestycji, polityki konkurencji i własności intelektualnej. Ponadto, są jeszcze inne szczegóły, które trzeba dopracować. Między innymi, kraje członkowskie będą musiały przedłożyć produkty, które uznają za “wrażliwe”, a tym samym zwolnić je na przykład z obniżki taryfowej. A Komisja Unii Afrykańskiej będzie musiała utworzyć sekretariat, który będzie przewodniczył umowie.

Jeśli umowa zostałaby podpisana przez wszystkie kraje afrykańskie, to stworzyłaby rynek wewnętrzny z około 1,2 miliardami ludźmi, odpowiadającym nominalnemu PKB o wartości 4  trylionów dolarów amerykańskich. Projekt umowy zobowiązuje do zniesienia ceł na 90 procent towarów, natomiast 10 procent “wrażliwych towarów” zostanie  później uwolniona. Porozumienie pozwoli również na liberalizację usług i ponadto ma na celu likwidację tzw. “barier pozataryfowy”, które utrudniają handel między krajami afrykańskimi, np. duże opóźnienia na granicy. Na końcu ma powstać swobodny przepływ osób wśród sygnatariuszy, a nawet jedna waluta może stać się częścią afrykańskiej strefy wolnego handlu.

Czyli można powiedzieć, że są zaawansowane starania i plany, by stworzyć odpowiednik Unii Europejskiej, tylko że na kontynencie afrykańskim.

Jednym z głównych celów, które kraje starają się osiągnąć dzięki umowie AFCTA, jest pobudzenie wymiany handlowej między krajami afrykańskimi, która odpowiada jedynie za 16% ogólnej wymiany, czyli 84% afrykańskiej wymiany handlowej jest z krajami z poza Afryki. Dla porównania 70% wymiany handlowej Europy jest pomiędzy krajami europejskimi, 51% wymiany handlowej Azji jest pomiędzy krajami azjatyckimi. Kenia jest jednym z największych producentów kwiatów na świecie, ale jeśli kupicie bukiet kwiatów w Nigerii to prawdopodobnie pochodzą one z Holandii. Podczas, gdy Nigeria jest dużym producentem oleju palmowego, to Kenia importuje olej palmowy z Malezji. Celem AFCTA jest doprowadzenie by udział wymiany handlowej wewnątrz Czarnego Lądu znacząco wzrósł, doprowadzając do zaniku tak absurdalnych sytuacji.

Wspierając handel wewnątrz-afrykański, AFCTA będzie także sprzyjać konkurencyjności sektora produkcji i promować dywersyfikację gospodarczą. Usunięcie taryf stworzy rynek kontynentalny, który pozwoli firmom korzystać z ekonomii skali.

Jednak, dwie największe gospodarki Czarnego Lądu nie zdecydowały się na podpisanie umowy na szczycie państw Unii Afrykańskiej. Pomimo, że nigeryjski gabinet federalny zaakceptował brzmienie traktatu Unii to Prezydent Muhammadu Buhari odwołał lot na szczyt do Kigali, argumentując to sprzeciwem i strajkami związków zawodowych i że dalsze konsultacje nad traktem będą w Nigerii tematem rozmów.  Podobny argument przemawiający za wstrzymaniem się od podpisania umowy AFCTA był użyty przez Prezydenta Republiki Południowej Afryki Cyrila Ramaphosa. Wziął on udział w szczycie państw, jednak dalsze konsultacje w kraju nad brzmieniem umowy mają być również tematem rozmów.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że kontynent afrykański pod względem inwestycji i dostępności surowców naturalnych jest obszarem zainteresowań Chin, Rosji czy w mniejszym stopniu Stanów Zjednoczonych.

W marcu tego roku, Minister Spraw Zagranicznych Rosji Sergey Lavrov, odbył podróż do pięciu krajów afrykańskich, to jest Zimbabwe, Angola, Namibia, Mozambik i Etiopia. Trzy z pięciu tych krajów to główne miejsca rosyjskich inwestycji. Rosyjska firma wydobywcza Alrosa zajmuje się wydobyciem diamentów w Angoli. Rosyjski koncern energetyczny Rosneft, w którym Chiny również posiadają znaczący udział, poszukuje złóż gazu w Mozambiku. Najważniejsze jest to, że konsorcjum Rosji i Zimbabwe jest inwestorem zaangażowanym w rozwój kopalni platyny o wartości 3 miliardów dolarów zlokalizowanej w Darwendale – niedaleko stolicy Zimbabwe. Marcowa wizyta Sergey Lavrov’a w Mozambiku przyniosła podpisanie umowy o współpracy w zakresie obronności między oboma krajami. Rosja wzmocni swoją współpracę wojskową z Mozambikiem, gdzie podejrzani bojownicy islamistyczni przeprowadzili ataki na północnej afrykańskiej bogatej w gaz naturalny. Ponadto, odbył spotkania z prezydentem Zimbabwe, Emmersonem Mnangagwa i wyższymi urzędnikami państwowymi, co zaowocowało podpisaniem umowy o utworzeniu specjalnej strefy ekonomicznej dla rosyjskich firm produkujących towary na eksport. Rosyjski biznes jest coraz bardziej zainteresowany wejściem na obiecujący rynek Angoli. Oba kraje rozwijają współpracę w takich dziedzinach jak sektor wydobywczy, poszukiwania geologiczne, energia, bankowość, komunikacja i telekomunikacja. Szkolenie Angoli na rosyjskich uniwersytetach pozostaje ważnym elementem współpracy dwustronnej.

Jednak mocarstwem najbardziej dominującym pod względem inwestycji na Czarnym Lądzie są Chiny, które stały się najważniejszym i najbardziej wpływowym partnerem w dziedzinie rozwoju i handlu w Afryce w ciągu ostatnich dwóch dekad. Wpływ Państwa Środka na kontynent afrykański zaczął gwałtownie wzrastać od 2000 r., po ustanowieniu Forum Współpracy Chiny-Afryka (FOCAC). Od tego czasu co trzy lata odbywają się spotkania w ramach powstania forum współpracy, następne forum ma się odbyć w Pekinie jeszcze w tym roku. Na koniec 2000 r. obroty handlowe Chiny-Afryka wyniosły zaledwie 10 miliardów USD. Do 2014 r. wartość kontraktów chińskich firm w Afryce osiągnęła 75 miliardów USD. W 2015 r. Chiny zobowiązały się zainwestować kolejne 60 miliardów dolarów w Afryce, aby pokryć ważne wspólne projekty dotyczące uprzemysłowienia, modernizacji rolnictwa, infrastruktury, finansów, ekologicznego rozwoju, handlu i inwestycji, redukcji ubóstwa, dobrobytu publicznego, zdrowia publicznego oraz pokoju i bezpieczeństwa. Jest pewien znaczący “haczyk” w ogłoszonych inwestycjach wycenianych na 60 miliardów USD. Środki te to nie jest pomoc w tradycyjnym sensie. Większość z 60 miliardów USD będzie pochodzić z pożyczek i kredytów eksportowych. Jedynie 5 mld USD ma pochodzić z dotacji i nieoprocentowanych pożyczek.

Umacnianie się wpływów chińskich na Czarnym Lądzie widać nie tylko w sferze politycznej, dyplomatycznej czy gospodarczej, ale także w sferze wojskowej. W zaszłym roku Chiny uruchomiły swoją pierwszą zagraniczną bazę wojskową w Dżibuti, umacniając swoją pozycje w Zatoce Adeńskiej i jednocześnie zwiększając swoje możliwości na Oceanie Indyjskim. W dłuższej perspektywie, zwiększenie wpływów chińskich na Ocenie Indyjskim będzie bardzo ważne z punktu widzenia rozwijającego się Jedwabnego Szlaku handlowego. Na tą chwilę jednak Chiny, muszą się skupić na dominacji na Morzu Południowochińskim.

Dlaczego Chinom udało się zdobyć tak silne wpływy na kontynencie afrykańskim?

Najważniejszą kwestią sukcesu chińskiego to specjalne podejście do innych państw, a mianowicie nie agresja,  pokojowe współistnienie państw, poszanowanie systemów politycznych i wewnętrznych praw oraz kultury innych państw. Jest to główna dewiza, którą posługuję się Państwo Środka i główny klucz do sukcesu na Czarnym Lądzie.

Podając przykład, należy wrócić pamięcią do lat 1999-2001, kiedy doszło do wielkich przesiedleń w Sudanie z terenów bogatych w ropę naftową. Wówczas, zachodnie organizacje pozarządowe bardzo protestowały przeciwko tym przesiedleniom. W wyniku tego francuskie i amerykańskie koncerny jak Chevron, musiały się wycofać z eksploatacji tych roponośnych terenów. Jednak na ich miejsce bezwzględnie i bez żadnych skrupułów weszły koncerny chińskie. Ponadto, w roku 2007 Nigeria starała się o kredyt o wartości 5 milionów USD w Banku Światowy, mający na celu modernizację swoich dróg kolejowych. Jednak kredytodawca postawił warunki, to znaczy rząd nigeryjski musiał zwalczyć korupcje w administracji nigerskich kolei i wtedy doszłoby do transakcji. Jak można się domyślać zjawili się chińscy bankierzy i zaoferowali kredyt w wysokości 9 milionów USD, bez takich dodatkowych warunków, bez ingerencji w wewnętrzne sprawy państwa.

Jak widać Chiny bardzo intensywnie zaczęły budować swoje wpływy w Afryce poprzez udzielanie kredytów, co nazwano potem modelem Angola. Jeśli dane państwo, zaprasza kapitał chiński i chce zbudować na przykład autostradę, drogę szybkiego ruchu lub drogę kolejową, a nie posiada środków kapitałowych na sfinansowanie takich przedsięwzięć to zaciąga kredyt w Banku Chińskim, natomiast realizacja danej inwestycji przypada co najmniej dwóm przedsiębiorstwom chińskim. Jedno przedsiębiorstwo buduje drogę szybkiego ruchu lub drogę kolejową, natomiast drugie przedsiębiorstwo zajmuję się eksploatacją surowców naturalnych. Spłata kredytu zaciągniętego w Banku Chińskim polega na tym, że przedsiębiorstwo które eksploatuje surowce naturalne, spłaca cały kredy za dane państwo. Dzięki właśnie takiemu modelowi, Chiny zdobyli wiele rynków afrykańskich.

Jednak taki, model nie we wszystkich krajach afrykańskich zdobył uznanie, z tego względu że za kapitałem chińskim nie idzie transfer technologii. To znaczy Chińczycy przypłyną wybudować drogę czy kolej, natomiast całe know-how, technologię zabiorą ze sobą. Dochodzi do sytuacji takiej, że przedsiębiorstwa chińskie sprowadzają swoich pracowników. Budzi to sprzeciw w wielu krajach afrykańskich i trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że te kraje które zdecydowały się na przyjęcie modelu Angola są już uzależnione od kredytów chińskich.

Ekspansja Chin na Czarnym Lądzie nadal będzie postępować, a jeśli powstanie strefa wolnego handlu obejmująca cały kontynent afrykański w ramach Unii Afrykańskiej to można z łatwością stwierdzić, iż ekspansja będzie jeszcze większa niż dotychczas. Istnieje chińskie powiedzenie, które mówi o tym, że jak się rozbije jajko i wymiesza, to żółtko pochłania białko. Ta metafora idealnie prezentuje z jaką łatwością i płynnością Chińczycy wchodzą na miejsce białych kolonizatorów. Nie wykluczone jest również, że zobaczymy w przyszłości na kontynencie afrykańskim wojnę zastępczą między Chińską Republiką Ludową a Stanami Zjednoczonymi, jeśli wpływy chińskie w takim tempie będą się poszerzać.

Podziel się:


Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »