Press "Enter" to skip to content

Następstwa zabójstwa w saudyjskim konsulacie

Według New York Times, rankiem 28 września Jamal Khashoggi (dziennikarz Washington Post) wraz ze swoją narzeczoną Hatice Cengiz zjawili się w lokalnym urzędzie cywilnym w Stambule, w Turcji. Oznajmili, że chcieliby zawrzeć związek małżeński. Na miejscu poinformowano ich o tym, by dopełnić wszelkich wymaganych formalności związanych ze ślubem, Khashoggi będzie musiał udać się do  saudyjskiego konsulatu.

Wewnątrz urzędu cywilnego, znajdował się saudyjski szpieg Ahmad al-Muzaini działający pod dyplomatyczną przykrywką, który rozpoznał Jamal Khashoggi’ego. Tego samego dnia, pędem udał się w podróż lotniczą do stolicy Arabii Saudyjskiej, gdzie poinformowano go o zaplanowanym przechwyceniu saudyjskiego dziennikarza, gdy ten zjawi się ponownie w konsulacie. Ahmad al-Muzaini wrócił z powrotem do Stambułu, a zaraz za nim w oddzielnych rejsach lotniczych ruszyła grupa zadaniowa, mająca na celu pojmanie Khashoggi’ego. Z Kairu wyruszyło trzech mężczyzn, dwóch z nich zostało rozpoznanych jako oficerowie ochrony, którzy wcześniej podróżowali z saudyjskim księciem Mohammedem bin Salman’em. Byli to Salah al-Tubaigy – ekspert kryminalistyki i autopsji saudyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, Mustafa al-Madani – 57-letni inżynier, który nie bez powodu wyglądem przypomina Khashoggi’ego, a także lider całej operacji Maher Mutreb, który towarzyszył w zeszłych miesiącach w podróżach saudyjskiego księcia do Stanów Zjednoczonych, do Houston, Bostonu, Nowego Jorku na szczyt Organizacji Narodów Zjednoczonych, a nawet do Madrytu czy Paryża. Ponadto, prywatny samolot czarterowy, który często był wykorzystywany przez saudyjski rząd, wylądował około 3:30 nad ranem w Stambule, na jego pokładzie znajdowało się następnych dziewięciu saudyjskich przedstawicieli rządowych.

Dnia 2 października o 13:13 Jamal Khashoggi wraz ze swoją narzeczoną przybywają pod saudyjski konsulat, jednak Khashoggi wchodzi do budynku sam. Wtedy po raz ostatni był widziany. Dziennikarz od razu zostaje zaprowadzony na drugie piętro, do biura konsula generalnego. Według zebranych informacji, Khashoggi zostaje natychmiast zaatakowany przez napastników i zaciągnięty do innego pokoju, gdzie zostaje zabity w ciągu kilku minut. Lider operacji, Maher Mutreb miał wykonać telefon do swojego przełożonego i oświadczyć, że zadanie zostało wykonane.

W konsekwencji zabójstwa dziennikarza Washington Post, cały świat jest zdruzgotany całym wypadkiem wydarzeń. Według śledztwa przeprowadzonego przez amerykańskie CIA, za całą jatkę w saudyjskim konsulacie odpowiada następca tronu książę Mohammed bin Salman. To on miał zlecić zabójstwo dziennikarza mającego odmienne zdanie co do sposobu rządzenia państwem. Ocena CIA opiera się częściowo na rozmowie telefonicznej brata księcia Mohammed’a, Khaleda bin Salmana, który jest ambasadorem Arabii Saudyjskiej w Stanach Zjednoczonych, z Khashoggim. Przedstawiciele saudyjskiego rządu są innego zdania, a mianowicie książę nie miał nic wspólnego z tym okrutnym morderstwem, a 15-sto osobowa grupa miała za zadanie przekonać Khashoggi do powrotu do kraju. Jadnak ten nie wyraził na to, ani zgody ani chęci. W całym zamieszaniu miał zostać przypadkowo zabity.

Z całą pewnością możemy stwierdzić, że zaistniała sytuacja negatywnie wpływa na wizerunek samej Arabii Saudyjskiej, a oskarżenia wobec samego następcy saudyjskiego tronu mogą mieć również drugie dno.

W związku z międzynarodową medialną nagonką na państwo Saudów, oczywiście w pełni zrozumiałą, strona amerykańska jak i turecka występują w roli oskarżyciela i tym samym próbują zwinnie wykorzystać nadarzającą się okazję do osiągnięcia swoich celów. Uprawianie polityki polega na szybki i zwinnym reagowaniu na dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość.

Stany Zjednoczone próbują wykorzystać zabójstwo znanego dziennikarza jako lewar-dźwignie, w ułożeniu spraw na Bliskim Wschodzie według własnych planów. Amerykanie wychodzą z założenia, by ocieplić swój wizerunek  i naprawić naciągniętą reputację, Saudowie zgodzą się na ustępstwa w swojej polityce zagranicznej. Waszyngton zwiększa presje na swoich sojuszników i nakłada sankcje ekonomiczne na 17 saudyjskich urzędników oraz grozi ustawą, która zawiesi sprzedaż amerykańskiej broni do Arabii Saudyjskiej. Odkąd Donald Trump został prezydentem, Stany Zjednoczone nie miały krajowego ambasadora w kraju Saudów, jednak teraz ma się to zmienić. John Abizaid, emerytowany generał dowodzący U.S. Central Command został mianowany ambasadorem w Arabii Saudyjskiej.

Jednocześnie Amerykanie wysuwają swoje żądania, by zakończyć trwającą wojnę w Jemenie, którą uważają za czynnik destabilizujący tamtejszy region. Jedność w Zatoce Perskiej uważana jest przez Stany Zjednoczone jako bastion przeciwko wpływom Iranu, a ta jedność została rozbita, gdy Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Egipt zerwały relacje handlowe i transportowe w czerwcu 2017 r., oskarżając Katar o wspieranie terroryzmu i Iranu. Dlatego tak równie ważne jest rozwiązanie kwestii spornych wokół Kataru. Waszyngton chciałby przywrócić wspomnianą jedność w Zatoce Perskiej, aby pomóc skupić się na innych ważniejszych regionach świata. W ramach zwiększania presji na Saudyjczyków dołączyły się również Niemcy, które nałożyły zakaz podróżowania na całą grupę biorącą udział w zabójstwie dziennikarza, a poza tym zdecydowano się na wstrzymanie sprzedaży broni. 

Na chwilę obecną jako sukces można uznać tymczasowe wstrzymanie toczących się walk w Jemenie, gdzie zdecydowano o zawieszeniu broni, a Król Salman wyraził poparcie saudyjskiego królestwa dla wysiłków Organizacji Narodów Zjednoczonych by przywrócić w tym regionie pokój.

Presja na kraj Saudów wywierana jest również przez turecką administrację, która dysponuje głównymi źródłami dowodowymi w sprawie morderstwa w saudyjskim konsulacie. Strona turecka odgrywa w tej kwestii rolę dobrego sojusznika Stanów Zjednoczonych, ujawniając między innymi nagrania wizualne z monitoringu przed konsulatem, jak nagrania audio z konsulatu świadczące o torturowaniu i zabiciu Khashoggi’ego. Turcja pragnie za wszelką cenę udowodnić, że ze sprawą morderstwa dziennikarza nie ma nic wspólnego. Za wzorową współpracę z Amerykanami, Ankara stara się cofnąć amerykańskie ustawy, które zostały nałożone w związku z zakupem rosyjskiego rakietowego systemu obronnego jak i przetrzymywaniem w więzieniu amerykańskiego pastora. Ustawy blokują sprzedaż odrzutowców F-35 do Turcji. Natomiast Amerykanie by przekonać Turcję, by złagodziła nieco presję wywieraną na Arabię Saudyjską, analizuje możliwe sposoby wydalenia muzułmańskiego duchownego Fethullaha Gulena przebywającego w Stanach Zjednoczonych, wroga tureckiego prezydenta Tayyipa Erdogana, oskarżanego o zorganizowanie zamachu stanu z 2016 roku. Stosunki amerykańsko-tureckie nieco się ociepliły w związku z uwolnieniem przetrzymywanego pastora, jednak wciąż pozostają napięte i jest mało prawdopodobne, by Turcji dzięki zabójstwu dziennikarza udało się politycznie ugrać coś dla siebie. Zwłaszcza, gdy amerykański Departament Stanu ponownie wezwał Turcję do powstrzymania się od wypowiedzi i stanowczych działań, które mogłyby zwiększyć napięcie z Cyprem, we wschodnim regionie Morza Śródziemnego, bogatego w złoża gazu, które Turcy uznają za własność.

Czy Mohammed bin Salman rzeczywiście zlecił zabójstwo dziennikarza? Może tak, może nie. Jednak tak jak wskazywałem na początku mojego wpisu, zabójstwo to może mieć również drugie dno.

W kręgach saudyjskich rodzin królewskich coraz częściej słychać głosy niezadowolenia, by książę Mohammed bin Salman został następnym królem Arabii Saudyjskiej. Ród Saudów składa się z setek książąt. W przeciwieństwie do typowych europejskich monarchii, w kwestii saudyjskiej nie dochodzi do dziedziczenia tronu z ojca do najstarszego syna. Zamiast tego plemienne tradycje królestwa nakazują królowi i starszym członkom rodziny z każdej gałęzi wybranie dziedzica, którego uważają za najlepiej nadającego się do rządzenia krajem. Dziesiątki książąt i kuzynów z wpływowych gałęzi rodziny Saudów domaga się zmiany linii sukcesji, ale nie będą oni czynić żadnych zdecydowanych kroków, dopóki król Salman – 82-letni ojciec księcia koronnego – nadal żyje.

Od swojej akcesji książę koronny zyskał popularność dzięki priorytetowym reformom społecznym i gospodarczym w konserwatywnym królestwie, w tym zniesienie zakazu prowadzenia pojazdów przez kobiety i otwierania kin. Jego reformom towarzyszyło tłumienie wszelkiego sprzeciwu, doszło do aresztowań  królewskich członków rodzinny najwyższego szczebla i biznesmenów w sprawie wystosowanych zarzutów korupcyjnych oraz negatywnie odbiera się prowadzenie kosztownej wojny w Jemenie przez saudyjskie państwo. Ponadto, Mohammed bin Salman przy podejmowaniu decyzji marginalizował starszych członków rodziny królewskiej i skonsolidował kontrolę nad saudyjskimi agencjami bezpieczeństwa i wywiadu.

Kiedy saudyjski król umrze lub nie będzie mógł dłużej sprawnie rządzić krajem to obecny książę koronny nie zostaje automatycznie wybrany nowym królem Arabii Saudyjskiej. Aby proces akcesji przebiegł prawidłowo, wymagana jest ratyfikacja kandydatury 34-osobowej rady o nazwie Allegiance Council. Jest to organ reprezentujący każdą gałąź rządzącej rodziny Saudów. Podczas, gdy rada zaakceptowała życzenie króla Salmana, aby uczynić swojego syna księciem koronnym, to niekoniecznie musi zaakceptować to, by MBS został nowym królem, gdy jego ojciec umrze. Tym bardziej, że MBS starał się zmarginalizować decyzyjność członków rady.

Co więcej, w ostatnich tygodniach przedstawiciele amerykańskiej administracji w rozmowach z saudyjskimi – bliżej nieokreślonymi – doradcami, wyrażali swoje wparcie, by nowym następcą tronu Arabii Saudyjskiej został książę Ahmed bin Abdulaziz, który wcześniej był wiceministrem spraw wewnętrznych przez prawie 40 lat.

Podziel się:


Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »