Press "Enter" to skip to content

Kraje rozwijające się katalizatorem kolejnego kryzysu finansowego?

Okres ultra niskich krótkoterminowych stóp procentowych utrzymywanych przez Banki Centralne Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Japonii oraz skup aktywów poprzez dodruk walut doprowadził do sytuacji, że trwająca hossa na rynkach finansowych jest jedną z najdłuższych w historii. Notowania indeksów na giełdach państw rozwiniętych biją swoje rekordy, pomimo ostatniej zwiększonej zmienności w zachowaniu cen akcji.

Ponadto trwa również hossa na rynku obligacji, to znaczy rentowność ich spada, natomiast ceny ich rosną. Pomimo, iż Włochy mają dług publiczny, którego stosunek do produktu krajowego brutto wynosi około 130%, to rentowność ich dziesięcioletnich obligacji wynosi na chwilę obecną 2,23%, gdzie jeszcze na początku maja rentowność wynosiła 1,75%. Grecja, której dług publiczny do PKB wynosi około 180%, rentowność obligacji dziesięcioletnich jest na poziomie tego sprzed kryzysu gospodarczego z 2009 roku i wynosi 4,54%. Co ciekawsze, dług publiczny Japonii w stosunku do PKB wynosi około 250%, natomiast rząd japoński pożycza pieniądze na rynku za darmo, gdyż rentowność dziesięcioletnich obligacji Japonii oscyluje w okolicy 0%.

Na rynku obligacji widać jednak pierwsze oznaki odwracania się trendu spadku rentowności obligacji. Rentowność dziesięcioletnich obligacji Stanów Zjednoczonych z poziomu  1,4%  z połowy 2016 r wzrosła do symbolicznego poziomu 3% obecnie. Co więcej amerykański Bank Centralny zapowiada w tym roku, jeszcze 2-3 podwyżki krótkoterminowych stóp procentowych, gdzie prawdopodobieństwo podwyżki na najbliższym spotkaniu FOMC w czerwcu wynosi 100%.  Przy tak szybkiej podwyżce stóp dochodzi do sytuacji, że krzywa rentowności przybiera kształt płaski, co w historii sygnalizowało rychłe załamanie na rynkach finansowych. Ponadto wzrastająca wartość dolara w stosunku do krajowych walut i w konsekwencji wyższe koszty obsługi długu do finansowania deficytów budżetowych może stanowić znaczący problem dla krajów rozwijających się, którego symptomy już widzimy na świecie.

O powtórkę sytuacji z przełomu 2007-2008 roku, kiedy doszło do kryzysu finansowego na Islandii, w obecnych warunkach gospodarczych na świecie bardzo łatwo. W ramach przypomnienia, aby przeciwdziałać wzrastającej inflacji w kraju, która sięgała blisko 20%, Bank Centralny Islandii podniósł stopy procentowe do poziomu 18%, co przełożyło się automatycznie na wzrost kosztów obsługi zaciągniętych kredytów. W konsekwencji ludzie przestali spłacać swoje raty kredytowe i w zaledwie trzy dni doszło do bankructwa trzech największych islandzkich banków. Dalej było Lehman Brothers i kryzys finansowy w Stanach Zjednoczonych. Woda droży skałę i sytuacja w tak małym kraju jak Islandia, doprowadziła do efektu domina, uruchamiając to co najgorsze na rynkach finansowych, czyli panikę i wielką przecenę aktywów.

Podobna sytuacji występuje obecnie w Argentynie, w kraju który boryka się z problem inflacji już od dłuższego czasu. Na początku 2016 roku inflacja poszybowała w okolice 40% i aby ratować sytuację Bank Centralny podniósł stopy procentowe w okolice 40%. Inflacja i stopy procentowe spadły w ciągu następnego roku w okolice 20-27%, jednak inflacja na takim poziomie nadal jest przeszkodą w budowaniu dobrobytu argentyńskich obywateli, kiedy to zarobki wzrastają w tym roku urosły jedynie o 2%, co de facto oznacza, że realnie Argentyńczycy ubożeją w oszałamiającym tempie. W ciągu zaledwie tygodnia, od początku maja stopy procentowe w Argentynie znowu drastycznie poszybowały do góry w mającej miejsce serii podwyżek i ostatecznie z poziomu 27%, stopy procentowe ustalono ponownie na poziomie 40%. Dla porównania w Polsce stopy procentowe wynoszą obecnie 1,5%. W takich warunkach, nie trudno o to by osoby, które zaciągnęły kredyt miały trudności ze spłatą odsetek od zadłużenia, co oznacza zwiększone ryzyko działalności banków.

Jednak to zadłużenie zagraniczne i wzrastająca podaż waluty argentyńskiej stanowią sedno problemów gospodarczych. Argentyna w ciągu ostatnich 10 lat, tylko dwukrotnie osiągnęła niewielką nadwyżkę budżetową. W ośmiu pozostałych przypadkach wystąpił duży deficyt budżetowy, który trzeba w jakiś sposób pokryć. Argentyna jest więc zmuszona emitować obligację na pokrycie rozdmuchanych wydatków budżetowych.

Wzrost podaży waluty argentyńskiej jak widać na załączonym poniżej wykresie rośnie w tempie logarytmicznym. Utrata wartości peso argentyńskiego, jest więc gigantyczna i nie powinno dziwić tak znaczące załamanie waluty w stosunku do dolara amerykańskiego. Bank centralny sprzedał $10 miliardów rezerw walutowych, próbując wesprzeć argentyńskie peso.

W zeszłym roku Argentyna wyemitowała obligacje skarbowe denominowane w dolarach amerykańskich o wartości $2,75 mld z terminem wykupu za 100 lat, o dziwo chętnych na zakup takich obligacji nie brakowało. Aktualnie za 10-cio letnie obligacje Argentyna musi zaoferować inwestorom 20% odsetki by móc dalej finansować działanie administracji państwowej. Ponadto Argentyna jest obarczona ponad $320 miliardami zadłużenia zagranicznego, co stanowi 57,1% PKB, z czego znaczna część denominowana jest w dolarach amerykańskich. W związku z tym rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych i utrata wartości waluty argentyńskiej tylko pogarszają sytuację.

Co ważne, Argentyna jest drugim co do wielkości ludności i wielkości PKB, członkiem południowo-amerykańskiego projektu handlowego o nazwie MERCOSUR, który zrzesza w swojej strukturze takie państwa jak Brazylia, Urugwaj i Paragwaj. Do handlowego bloku należała również Wenezuela, jednak od grudnia 2016 roku jest zawieszona w udziale w tym projekcie handlowym. Ponadto Argentyna, która jest głównym kierunkiem dla eksportu chilijskiego szacowanego w roku 2016 na $1,23 mld, w zeszłym roku podpisała umowę o wolnych handlu właśnie z Chile. Chilijskie firmy mają inwestycje warte $29,3 miliona w Argentynie w różnych sektorach, w tym usługach (38%), produkcji (24%), energii (20%), rolnictwie (10%) i wydobyciu (8%).  Argentyna wyeksportowała $2,3 miliarda do Chile w 2016 roku.

Jak widać na powyższym wykresie słupkowym według danych Banku BNP Paribas, największa wartość wymagalności wykupu argentyńskich obligacji skarbowych przypada właśnie na bieżący rok. Od początku roku 2015 kurs USD/ARS był na poziomie około 8,60 ,natomiast aktualny kurs znajduje się na poziomie 24,57 , co oznacza wzrost dolara amerykańskiego w przybliżeniu o 300%. Problemy finansowe Argentyny nie powinny dziwić, kiedy kurs waluty, w której się rozlicza zadłużenie, wzrasta w takim stopniu. Porównać to można do sytuacji frankowiczów w naszym kraju.

Problemy gospodarcze Argentyny powinno traktować się poważnie, gdyż ewentualna eskalacja ryzyka bankructwa tego kraju może przełożyć się na panikę na rynkach finansowych. Ponadto dalsze pogarszanie się sytuacji ekonomicznej kraju przełoży się na sytuację ekonomiczną krajów współpracujących w ramach projektu MERCOSUR a także innych państw świata z którymi Argentyna ma powiązania handlowe. Powstający efekt domina, może być niebezpieczny dla sytuacji na całym świecie, ze względu na zaawansowany proces globalizacji. Skoro sytuacja na małej Islandii, dała początek światowemu kryzysowi finansowemu, to sytuacja znacznie większej Argentyny powinna być traktowana poważnie. Jeśli więc wniosek prezydenta Mauricio Macri do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o pomoc finansową w celu ustabilizowania sytuacji finansowej (czytaj wykupu obligacji) nie zostanie przyjęty, to myślę, że będziemy niebawem w przede dniu większych zawirowań gospodarczo-finansowych na całym świecie.

Skoro mowa już o szalejącej inflacji i znaczących podwyżkach stóp procentowych to wypada wspomnieć również o Turcji, gdzie sytuacja finansowa kraju również zaczyna się pogarszać. Inflacja w Turcji na koniec kwietnia wynosiła około 11%, natomiast planowana jest interwencja tureckiego Banku Centralnego polegająca na podwyżce stóp procentowych z poziomu 13,5% do 16,5%, mającej  na celu stabilizację liry tureckiej, która od początku 2018 roku osłabiła się w stosunku do dolara amerykańskiego o 24% .

 

Tak jak w przypadku Argentyny, Turcja od przeszło 10 lat konsekwentnie osiąga deficyt budżetowy, który trzeba pokryć poprzez emisję obligacji. Przez to, że światowy system finansowy oparty jest na dolarze amerykańskim to obligacje większości krajów na świecie denominowane są dolarze amerykańskim, tak jest też w przypadku Turcji. Osłabianie się tureckiej waluty w stosunku do dolara amerykańskiego, powoduje że koszty obsługi długu zagranicznego zaczynają rosnąć. Według przedstawionego poniżej wykresu i danych z Banku Rozrachunków Międzynarodowych, zadłużenie Turcji denominowane w dolarze amerykańskim wynosi około $200 mld, jednak nie jest wskazane na jaki rok.

Występujące problemy Turcji związane są również z sytuacją geopolityczną związaną na Bliskim Wschodzie. Turcja zaangażowana jest w konflikt zbrojny w Syrii, gdzie między innymi broni swojej integralności terytorialnej, która zagrożona jest przez Kurdów. Koncepcję powstania państwa kurdyjskiego wspiera amerykańska administracja, co przekłada się na pogorszenie relacji na linii USA-Turcja, w sytuacji kiedy Turcja jest członkiem NATO, na swoim terytorium posiada amerykańską bazę wojskową, gdzie przetrzymywana jest bomba atomowa. Początek pogorszenia relacji miał miejsce po nieudanej próbie przeprowadzenia zamachu stanu i obalenia prezydenta Erdogana w roku 2016. W związku z napięciem amerykańsko-tureckim, Turcja skłania się do poprawy stosunków z Rosją, w ramach której następuje współpraca militarna w zakresie zakupu rosyjskiego systemu obrony powietrznej. Ponadto, Turcja i Rosja współpracują ze sobą w zakresie energetyki we wspólnym projekcie budowy gazociągu Turkish Stream, a także oba państwa zwiększają ze sobą wymianę handlową.

24 czerwca tego roku będą miały miejsce wybory prezydenckie w Turcji, gdzie o reelekcje stara się Recep Tayyip Erdoğan. Ze względu na strategiczne położenie geograficzne Turcji, między Europą a Azją, zbliżenie rosyjsko-tureckie może się nie podobać Stanom Zjednoczonym. Jako, że Amerykanie są twórcami obecnego światowego system finansowego, to załamanie waluty tureckiej może być również traktowane jako narzędzie na przebieg i na ostateczny wyniki wyborów  prezydenckich. Wymiana na pozycji prezydenta mogłaby przynieść poprawę w relacjach amerykańsko-tureckich, w sytuacji kiedy nowy prezydent realizował strategiczne cele amerykańskie.

O ile sytuacja argentyńska stanowi poważny problem na sytuację na światowych rynkach finansowych, to sytuacja turecka w moim odczuciu bardziej ma charakter i wydźwięk polityczny niż miałaby być czynnikiem powodujących paniczną wyprzedaż na rynkach finansowych. Jedynie krótkoterminowo rynki mogą odczuwać ryzyko tureckie, większe znaczenia ma problem argentyński i ewentualna pomoc IMF w stabilizacji sytuacji.

Podziel się:


Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »